Luty 2026
Katania. Palermo. Pomiędzy nimi – Lipary.
A pomiędzy nami – wiatr, fale i całkiem sporo charakteru.
Rejs szkoleniowo-stażowy Sailor’s Spot z Katania do Palermo przez Wyspy Liparyjskie był… wymagający.
Wymagający od załogi.
Wymagający od sprzętu.
Wymagający od jachtu.
I – nie oszukujmy się – od skipera też.
Morze nie rozdawało cukierków. Za to rozdawało lekcje. Z refowania, z czujności, z logistyki, z cierpliwości i z tego, że jak coś ma się popsuć, to najlepiej wtedy, kiedy akurat jesteś 17 mil od najbliższego portu.
Ale.
Ta sama załoga, która walczyła z wiatrem, znalazła czas, żeby:
– dobrze się czuć,
– dobrze się bawić,
– robić piękne zdjęcia (Kamila – chapeau bas!
),
– świętować karnawał i Tłusty Czwartek na pokładzie Belugi V,
– smażyć pączki w kambuzie jakby to była cukiernia dryfująca po Morzu Tyrreńskim,
– grać, śpiewać i słuchać koncertu Witolda na dudach (tak, na jachcie. Tak, na morzu. Tak, było epicko).
Były też delfiny.
Takie prawdziwe. Nie metaforyczne.
Była gra terenowa (choć teren się lekko bujał).
Były wachty, które zamieniały się w rozmowy o życiu.
Były manewry, które na koniec wyglądały jak z podręcznika.
To był rejs intensywny. Szkoleniowy pełną gębą.
Ale też pełen śmiechu, wspólnego zmęczenia i tej satysfakcji, którą zna tylko ten, kto po trudnym etapie cumuje w porcie i mówi: „Dobra robota”.
Z Katanii do Palermo dopłynęliśmy bogatsi.
O doświadczenie.
O umiejętności.
O wspomnienia.
I o kilka bardzo dobrych zdjęć do ramki.
Sailor’s Spot.
U nas szkolenie pachnie morzem, a pączki – olejem w kambuzie. 

Kamila Skowron – autor zdjęć i nie tylko.