Ekipa
Załoga zebrała się z różnych stron południowo centralnej Polski, jakby Neptun robił draft do swojej ligi żeglarskiej podczas sztorumu. Każdy inny, każdy dziwny – a jednak w jednej łajbie.
Nasze asy z talii (w porządku subiektywnym):
Patrycja – Admirałka
Liderka, sterniczka, pogromczyni tuńczyków i ludzi. Jak mówiła: „szot lewa burta!”, to szoty same się wybierały. Złowiła rybę większą niż nasze zapasy w lodówce – i jeszcze miała czas, żeby rządzić załogą.
Dominika – Kambuzowa Królowa
Wiecznie uśmiechnięta. Z patelni potrafiła zrobić świątynię kulinarną, a z pustej szafki – trzydaniowy obiad. Niezrowane wsparcie. Muza i inspiracja kambuzowa Macieja
Katarzyna – Szufladowa Wróżka.
Rozmarzona, zakręcona, wiecznie ulotna. Jej kajuta to cud logistyki – mieściła tam więcej niż chińskie kontenerowce, choć wyglądało jak zwykła szuflada. Nikt nie wiedział, gdzie co jest. Ona – zawsze.
Twórczyni jachtowych naleśników.
Naleśniki na środku Morza Tyrreńskiego? Oczywiście. Po nich chłopaki czuli się jak na Dniu Chłopaka w Hiltonie.
Mirek – Kapitan Spokój
Nawet jak fale waliły w dziób, on tasował karty do brydża. Człowiek, który mógłby spokojnie żeglować przez sztorm, siedząc na podłodze z herbatką. Gdy reszta się spinała, on tylko mruczał: „spokojnie, damy radę”.
Jarek – Opuncja Kwantowa
Człowiek, który postanowił zaprzyjaźnić się z kaktusem. Efekt? Igły w skarpetkach, spodniach i… tam, gdzie słońce nie dochodzi. Od tego momentu nikt nie miał wątpliwości, że przydomek „opuncja” to nie żart.
Rafał – Kotwiczny Cień
Niepozorny, cichy, a jak przyszło do kotwicy – żaden łańcuch mu nie podskoczył. Strażnik dna i nocy. Jak Rafał mówił „kotwica siedzi”, to można było spokojnie otworzyć drugie piwo.
Maciej – Lodówkowy Gawędziarz
Porządek w lodówce miał lepszy niż niejedna gospodyni w spiżarni. Każdy jogurt znał swoje miejsce, a kiełbasa nie miała prawa wyschnąć. Do tego jego historie – zawsze zaczynały się od „słuchajcie, bo to było tak…” i kończyły, gdy już wszyscy leżeli ze śmiechu. Właściciel i obrońca praw do zapewnienia godnych warunkow do dojrzewania … sardyńskiego koziego sera.
Nasza epopeja morska
Cagliari – Villasimius
Pierwszy strzał – tuńczyk na wędkę! Radość jakbyśmy złapali wieloryba. Noc na kotwicy z ośmiornicą, która pilnowała naszego żelastwa. Wyglądała, jakby sama chciała wejść do załogi – tylko miejsca w koi brakło.
Safari bez zwierząt
Rano polowaliśmy na flamingi. Wynik? Zero sztuk. Było trochę jak w zoo, które akurat się zamknęło. Ale w raporcie zapisaliśmy: „flamingi – niewidzialne”.
Porto Corallo
Wieczorem wypad po piwo i sklep. A Jarek – jak to Jarek – zamiast browara znalazł opuncję. Efekt? Igły w bieliźnie całej załogi. Porto Corallo – miejsce, gdzie poznaliśmy prawdziwe oblicze kwantowej botaniki.
Na trasie do Ustica (190 mil)
Morze zafundowało nam nocny spektakl delfinów – skakały przy burcie jakby chciały się zapisać na rejs. Do tego żółw morski, który zamiast pozdrowić, próbował staranować nasz jacht. Chłop chciał chyba walki.
Dzień Chłopaka
Dziewczyny zrobiły naleśniki. A że na środku morza nie ma nic bardziej luksusowego niż naleśnik z dżemem – poczuliśmy się jak królowie.
Kąpiel w Morzu Tyrreńskim
Stado tuńczyków fregatowych pływało wokół nas, a Patrycja znów złowiła rybę. Wyglądało to trochę jak rodzinne wakacje Neptuna, tylko że z darmową kolacją dla nas.
Ustica
Trekking po wyspie – nogi bolały, ale widoki były jak z pocztówki. Wieczorem w Il Faraglione zjedliśmy kolację opartą na lokalnych składnikach. Tłumacząc na polski: makaron, ryba i wino – ale jakie!
A potem była burza, ulewa i brodzenie po ulicach w deszczu.
Rano Ekipa wyruszyła w kierunku Palermo i mariny Sitimar, gdzie po rzuceniu cum wszycy pobiegli eksplorować miasto.
Podsumowanie
Były flamingi, których nie było. Delfiny, które tańczyły. Żółw, który chciał nas staranować. Ośmiornica pilnująca kotwicy i opuncja, która wbiła się w każdy zakamarek naszej bielizny. Były naleśniki, piwo, tuńczyki i kąpiel w morzu głębszym niż wszystkie rozmowy na pokładzie.
Ale najważniejsze było to, że ta załoga – kompletnie różna, czasem chaotyczna, czasem genialna – potrafiła razem zrobić coś więcej niż rejs. Zrobiła historię, którą opowiada się ze śmiechem i błyskiem w oku.
⚓ I jak to mawiają starzy żeglarze: wiatr był w żaglach, ryby w wodzie, piwo w ręce – więc rejs zaliczony na medal.