Baśnie i mity z bakisty jachtu Beluga V
Mówią, że kiedyś na Morzu Śródziemnym żeglował jacht Beluga V, a na jego pokładzie płynęła załoga ze Śląska, ze starych wsi radomszczańskich oraz z hiszpańskich miasteczek. Skipper Frost prowadził ich przez fale – człowiek surowy, jak przystało na żeglarza, który niejedno morze widział.
Ale nocą, w drodze z archipelagu wysp Columbretes ku Majorce, przyszła chwila zwątpienia. Morze było ciężkie, wiatry kapryśne jak japońska gejsza, a serca ludzi stawały się ciężkie jak ołów. Milczeli, patrząc w fale, które zdawały się bez końca.
I wtedy głos zabrał Bożydar – prosty chłopak ze wsi, taki, co nieraz stawał boso w rosie o poranku i niejedno widział na polach, ale morze oglądał dopiero od niedawna.
– Bracia i siostry – rzekł – mam coś, co podniesie wam ducha.
Wyjął ze swej torby batoniki, z których skrzętnie uprzednio zdjął opakowania, aby nie wzbudzać niepotrzebnych sensacji – połamał na solidne kawałki.
Dało się poznać, że nie jest to pospolita produkcja, a towar z najwyższej półki, a tajemniczy skład i przepis musiałbyć przekazywany od dawien z pokolenia na pokolenie, a składniki nie były przypadkowe. Zapachniało czekoladą i magią.
Rozdał każdemu po jednym, a kiedy ludzie ugryźli, smak ten obudził w nich nową siłę. Jakby sama ziemia dała im moc, jakby w tych słodyczach zaklęta była radość i odwaga. Morale wzbiło się w górę jak żagle przy dobrym wietrze.
– Bożydar, co to za cud? – pytali.
On tylko uśmiechnął się i rzekł:
– Kupiłem… na dworcu w Kutnie. I nie pytajcie więcej.
Od tej pory załoga płynęła jak odmieniona, aż w końcu, po trudach i zmaganiach, dotarła do Barcelony, do mariny Port Fòrum. A tam, na kei, czekała kobieta. Uśmiechnięta, elegancka, w dłoniach niosła tacę pełną tych samych batoników.
– To wy jesteście Beluga V? – spytała. – Słyszałam, że już kosztowaliście owoców mojej pracy.
Ale nie zdradziła swego imienia, nie podała nazwiska. Odeszła tak nagle, jak się zjawiła.
I tak narodziła się legenda.
Od tej pory, w tawernach Barcelony i Walencji, przy winie i gitarze, żeglarze opowiadają o Bożydarze i batonikach z Kutna. Jedni mówią, że były magiczne. Inni, że to tylko siła wspólnoty i nadziei. A jeszcze inni mówią, że do dziś w Port Fòrum można spotkać kobietę, która częstuje nieznajomych słodyczami, jeśli tylko mają odwagę zapytać o Belugę V.
I tak się powtarza historia – bo w sercach żeglarzy batoniki z Kutna stały się nie słodyczem, lecz talizmanem odwagi na morzu.
Dla tych którzy doczytali do końca proponujemy konkurs:
- podaj imię nieznajomej batoników, udostępnij post na swoim FB, oznacz @SailorSpot i wygraj limitowany kubek Sailor Spot z podpisem skippera.
- Mamy 10 sztuk wiec kto pierwszy ten lepszy.