Rozdział pierwszy:
Santa Pola i tortilla wyjściowa
Marina Miramar, piątek.
Załoga schodzi się na jacht. Jedni z walizką, drudzy z plecakiem, trzeci z miną, jakby jeszcze nie wiedzieli, że są na wakacjach. Skipper – człowiek o spojrzeniu pogodnym i patelni nieco zarysowanej – serwuje danie powitalne: tortilla à la Skipper.
Jak to smakowało? Hm. Powiedzmy tak: miało strukturę i temperament. Jak twierdził sam autor – „na bazie tego, co było, i tego, co będzie”.
Wieczorem załoga regeneruje siły w stylu śródziemnomorsko-klubowym: bary, tapas, disco, powrót do jachtu o porze, kiedy mewy jeszcze śpią.
Rozdział drugi:
Naleśniki, currosy i morze w wersji kieszonkowej
Sobota, okolice Torrvieja
Rano wita nas klasyczny zestaw śniadaniowy: naleśniki i kawa, czyli duet, który od wieków cementuje załogi silniej niż liny cumownicze. Dla chętnych – wyprawa po currosy, czyli hiszpańskie „pączki zemsty” – dobre, tłuste i nieprzepraszające.
Potem wypływamy z Santa Pola. Kierunek: Mar Menor – morze, które postanowiło być bardziej prywatne i zamknęło się w lagunie. Po drodze obiad: makaron z kurczakiem i warzywami – idealny balans między sytością a gotowością do kąpieli.
Wpływamy przez most Puente del Estacio – niskie napięcie, wysokie emocje. Kotwiczymy po ciemku, blask ksieżyca przyjemnie drażni skórę. Czas zwalnia. Może nawet staje.
Rozdział trzeci:
Cartagena, schabowy i bielizna z charakterem
Niedziela, gdzieś na morzu
Śniadanie: owsianka, która przypomina o zdrowym trybie życia, chociaż nikt nie wie, dlaczego.
Obiad: schabowy z mizerią i ziemniakiem. Tak. Na jachcie. W Hiszpanii. W 30 stopniach. Szacunek dla kambuza – bo to już nie gotowanie, to jest manifestacja tożsamości narodowej.
Wpływamy do Cartageny – elegancka marina, solidne nabrzeże, miasto z historią. Wieczorem kolacja w A la Brasa, spacer po uliczkach jak na Taruguta we Wrocławiu – Cartagena miasto, które ma duszę. Wracamy na jacht. Rozmowy. Śmiechy. I… pranie bielizny. Linki rozciągnięte, majtki na wietrze, demokracja tekstylna.
Rozdział czwarty:
Wieloryb, który miał swój plan
Poniedziałek, blisko brzegu
Wypływamy w stronę zatoczki Cala Cerrada, gdy nagle – nie, to nie metafora – wieloryb. Dokładniej: grindwal. Płynął przed dziobem z nonszalancją celebryty na czerwonym dywanie. Przez moment nikt nie mówił nic. Nie dlatego, że nie umieli. Po prostu nie było potrzeby.
Boją co się żeglarzom nie kłaniała.
Przecudna zatoczka jak ucho igielne. Mało miejsca, wiatr szaleje, emocje sięgają zenitu.
Próba złapania boi kończy się tak, jak zwykle kończą się próby złapania czegokolwiek pod wiatr – porzuceniem złudzeń. Alternatywnie kąpiemy się przy La Azohia, a kambuz ratuje morale mielonym z ryżem i sałatką. Smak zwycięstwa – nawet jeśli z boi nici.
Rozdział piąty:
33 węzły i noc, która testuje wszystko
Wtorek, noc, cholera wie gdzie
Wiatr pokazuje, kto tu rządzi. 33 węzły, ciemność, fale, załoga skoncentrowana jak nigdy. Skipper jak kapitan Nemo, tylko z GPS-em. Płyniemy w stronę Almerii, nieco zziębnieci, ale dzielni.
Rozdział szósty:
Pieprz, carbonara i baksztag godności
Wtorek po poludniu, brzeg w zasięgu wzroku
Śniadanie klasyczne – naleśniki skippera, z aurą zwycięstwa.
Obiad – carbonara à la Beluga V. Przepis prosty, ale z twistem: cała załoga miele pieprz. Wspólnota kulinarna. Smak wybitny. Tak dobry, że prawie przebaczyliśmy morzu nocne wybryki.
Płyniemy dalej – baksztag do Motril. Spokojnie. Z godnością. Jakbyśmy wiedzieli, że to nie koniec, tylko dobrze doprawiony przerywnik.
Od Skippera:
„Wszystko się udało, nikt nie chorował, wieloryb współpracował, schabowy się dopiekł. Dziękuję za uwagę.”
Rubryka kulinarna: Co jadł żeglarz
Tortilla otwarcia – dość warzywna, z zaskoczeniem w środku
Makaron z kurczakiem – zgodny z oczekiwaniami społecznymi
Schabowy z mizerią – poruszający
Mielone z ryżem – klasyka, która nie zawodzi
Carbonara z pieprzem zespołowym – danie z emocją i charakterem
Currosy – błogosławiona rozpusta
Epilog
Jeśli kiedyś przyjdzie Ci ochota rzucić wszystko i popłynąć – wybierz jacht, który serwuje schabowego i opowiada historie z wielorybem w tle. Najlepiej taki, który nazywa się Beluga V.