Mój sardyński trójwymiar
🌿 Zgubić się, żeby znaleźć
Przybiliśmy do Cagliari. To mój drugi pobyt w tym mieście, pierwszy był chyba dekadę temu z Alicją. Niewiele więc pamiętałam. Tym razem, chwilę po zejściu z pokładu, zaczęłam po swojemu eksplorować miasto. A że lubię się czasem urwać załodze (na lądzie można ), powłóczyłam się tu i tam, skręcając w kolejne uliczki, place i schody prowadzące coraz wyżej.
Dla mnie Cagliari dziś ma swoje „drei Dimensionen”, bez zupełnego związku z dziełem Caspara Davida Friedricha
💜 Wymiar pierwszy – fioletowy
Numero uno tego trójwymiaru to kolor fioletowy „tknięty pędzlem” przez niezwykłe aleje jacarand obsypane kwiatami, od których całe miasto wydaje się miękkie i trochę nierealne. W maju i czerwcu tworzą w Cagliari niesamowite „fioletowe aleje”. Szczególnie słynna jest aleja Largo Carlo Felice. Pochodzą one z Ameryki Południowej, ale świetnie przyjęły się w klimacie Sardynii. Kwitną zwykle dwa razy w roku, najintensywniej na przełomie maja i czerwca, a delikatniej jesienią. Mają bardzo lekkie, „paprociowe” liście i podczas kwitnienia całe chodniki pokrywają się fioletowymi płatkami. Wygląda to trochę jak lawendowy deszcz. W Cagliari są wręcz jednym z symboli późnej wiosny.
🏛️ Wymiar drugi – miasto między snem a morzem
Numero due to panorama dachów oglądana z bastionu. Ciepłe kolory kamienic, tarasy, kopuły, port i morze gdzieś dalej, wszystko jakby zawieszone między Sardynią, a snem.
⛪ Wymiar trzeci – pod powierzchnią miasta
I wreszcie numero tre, bo jakby nie było, najważniejsze, boskie sacrum katedry Santa Maria. Okazała się miejscem znacznie bardziej złożonym, niż można przypuszczać patrząc na nią z placu. Wzniesiona jeszcze w XIII w. przez Pizańczyków, była przez stulecia przebudowywana, dlatego dziś miesza się w niej romanizm, gotyk, barok i XIX-wieczne wyobrażenie o monumentalności. I może właśnie dlatego robi takie wrażenie, nie jest jednorodna, tylko nosi ślady kolejnych epok i ludzkich emocji. Najmocniej działa jednak wnętrze. Szczególnie okolice prezbiterium i krypta męczenników. Schodząc do niej ma się wrażenie wejścia pod tkankę miasta, do miejsca cięższego, chłodniejszego, niemal teatralnego. Marmury, nisze i relikwie tworzą przestrzeń bardziej kontemplacyjną niż reprezentacyjną.
🕯️ Krypta męczenników
Zatrzymałam się dłużej przy niezwykle ekspresyjnym barokowym ołtarzu przedstawiającym scenę potępienia. To już nie spokojna religijna narracja, ale niemal spektakl emocji! Postaci są pełne ruchu, dramatycznych gestów i napięć. Twarze wykrzywione, ciała skręcone, kompozycja gęsta i niespokojna. Barok doskonale potrafił operować emocją, miał poruszać wiernych, wywoływać lęk, zachwyt i poczucie małości wobec sacrum. I tutaj to nadal działa.
Bo i te lwy przy ołtarzu, dominujące nad bawołami. Nie wyglądają jak zwykła dekoracja. Są silne, napięte, niemal triumfujące. Symbol lwa w sztuce sakralnej często oznaczał władzę, straż, zwycięstwo dobra lub boski autorytet, natomiast bawół czy byk bywał kojarzony z siłą ziemską, instynktem, czasem nawet grzechem lub pogaństwem. Ta rzeźbiarska scena wygląda więc niemal jak opowieść o podporządkowaniu materii i chaosu wyższemu porządkowi.
🌿 Trzy nośniki pamięci
Taki mój sardyński trójwymiar. Trzy różne momenty, trzy spoty w mojej głowie i trzy nośniki pamięci o Cagliari
Agnieszka Cagliari 2026